wtorek, 15 października 2013

Wurst Kiosk w Gdyni

Niemcy od zawsze kiełbasą stoją, produkuje się jej tam grubo ponad tysiąc gatunków. Każdy region ma swoją specjalność, w każdym można jednak dostać coś, co jest charakterystyczne dla kiełbasianych wyrobów tego kraju w ogóle - małe smażone kiełbaski. Smażona kiełbaska i kajzerka to prawdopodobnie jedna z najbardziej znanych niemieckich przekąsek. Jest ich ogromny wybór, od najpopularniejszych - bratwurst (grillowana) i bockwurst (z wody) - po różne modyfikacje, jak currywurst (posiekana na kawałki z mieszanką indyjskich przypraw i polana ketchupem) czy przyprawiona szczypiorkiem i natką pietruszki lub gorczycą i podawana razem domową kiszoną kapustą.

Po raz pierwszy spróbowałem jej w plażowej budce między Herringsdorf a Ahlbeck. Potem żałowałem już tylko, że po kolejną porcję trzeba zawsze udać się za naszą zachodnią granicę i wśród licznych polskich lokali fast-foodowych brakuje takiego, który podawałby ten specjał. Stąd bardzo ucieszyło mnie pojawienie się sieci Wurst Kiosk - na ten moment w Warszawie i Gdyni, w postaci zarówno stacjonarnej, jak i food-trucków. W Gdyni specjał znaleźć możemy na ulicy Świętojańskiej.

Ulica Świętojańska to jedna z głównych w Gdyni. Była pierwszą, poza tymi prowadzącymi bezpośrednio do morza i portu, która została wybrukowana i na której skoncentrowano nową zabudowę. Jej reprezentacyjność docenili także Niemcy, przemianowując ją po zajęciu Gdyni na Adolf Hitler Straße. Obecnie przy Świętojańskiej znajdują się liczne luksusowe butiki, banki i kancelarie prawnicze. To właśnie na podwórzu przycupniętej na rogu ulic Świętojańskiej i Józefa Wybickiego modernistycznej kamienicy pod adresem 41A znalazł się pierwszy w Gdyni Wurst Kiosk.

Kiosk jest niewielki i brak na razie przy nim jakiegoś ogródka. Jednak tuż za kamienicą, przy której go umieszczono, znajduje się park miejski z pomnikiem Harcerza, więc miejsce, aby usiąść i skonsumować podanego na papierowej tacce z nieodłącznymi belgijskimi frytkami "wursta", zawsze się znajdzie. Próbowaliśmy currywurst (wyrazista, w słodkawym sosie)i bockwurst (przyprawione solą, białym pieprzem i pietruszką). Obydwie przepyszne, tak jak grube frytki podane z ketchupem i sosem.

Do popicia wybraliśmy również kultowy niemiecki napój - Fritz-kolę (a właściwie Fritz-limo). Jest osiem odmian smakowych, od lemoniady po napoje kawowe z dużą zawartością kofeiny. Napój wymyśliła dwójka niemieckich studentów z Hamburga - Lorentz Hampl i Mirco Wiegert - którzy chcieli stworzyć odpowiednik coli. Po wymyślonej w 2002 Fritz-koli przyszedł czas na różne smaki owocowe pod nazwą Fritz-limo, sprzedawane do dzisiaj - ze względów ekologicznych - wyłącznie w szklanych butelkach i posiadające jako logo podobizny jej dwóch twórców.


Gdynia, Świętojańska 41A, Wurst Kiosk 21.07.13


Fritz-limo melonowe 21.07.13


Informacje praktyczne: Wurst Kiosk znajduje się w Gdyni przy ul. Świętojańskiej 41A, można tu dojść z dworca kolejowego w 12 min. (przez ul. 10 lutego) lub na nabrzeża i mariny (przez skwer Tadeusza Kościuszki) lub w 15 min. z dworca autobusowego (przez ul. Dworcową i ul. 10 lutego). Otwarte od poniedziałku do soboty od 12 do 19, w niedziele - od 13 do 19.

wtorek, 8 października 2013

Wieża Wodna w Pszczynie

Jan Gustaw Grycz urodził się w XIXw. Po studiach na Politechnice w Zurychu jeszcze przed rozpoczęciem I wojny światowej rozpoczął pracę jako konstruktor w firmie Bobrowski i s-ka zajmującej się wykonywaniem robót betonowych i żelazobetonowych. Po roku został przeniesiony do Gieorgiewska na Kaukazie, by założyć i prowadzić oddział firmy, gdzie m.in. kierował budową mostów linii Carycyńskiej i kolei Władykaukazkiej. Tam też poznał swoją przyszłą żonę, Rosjankę Darię Marczenko, z którą w 1921 roku powrócił do Polski, gdzie wraz z bratem Jerzym założył firmę budowlaną. Był radnym, biegłym i ławnikiem sądowym, po II wojnie światowej był kierownikiem Wydziału Komunikacji w Pszczynie, kontynuował również pracę jako budowlaniec m.in. przy zaporze i wodociągach w Goczałkowicach.

Firma Gryczów w okresie międzywojennym była wykonawcą wielu dużych projektów, w tym mostu nad Sołą w Kobiernicach oraz mostu nad Pilicą w Białobrzegach, będącego ówcześnie najdłuższym mostem żelbetowym w Polsce. Jan Gustaw Grycz projektował również wynalazki, na które otrzymywał patenty. W latach 1927-28 przy obecnej ul. Jana Kilińskiego w Pszczynie wybudował wieżę wodną, która przez lata służyła utrzymywaniu stabilnego ciśnienia w miejskich wodociągach. Była tu także łaźnia, w której mieszkańcy zażywali kąpieli i relaksowali się podczas masażu. Po II wojnie w wieży mieściły się zakłady: fryzjerski i kosmetyczny, centrum językowe i rozgłośnia radiowa. Na początku XXI wieku niszczejący już budynek odkupił od miasta prywatny przedsiębiorca, który po czterech latach remontu otworzył pub i restaurację inspirowane fantastycznymi wizjami Herberta Georga Wellsa.

To właśnie przede wszystkim dla niezwykłego steampunkowego wystroju trzeba Wieżę Wodną w Pszczynie odwiedzić. Po wejściu nie widać jeszcze od razu wielu niezwykłości. Windą jedziemy na ostatnie, siódme piętro, do zlokalizowanej tam restauracji (na niższych poziomach jest pub, ale w tych godzinach, w których zajrzeliśmy do Wieży, był jeszcze nieczynny). Dopiero tu, po otwarciu drzwi futurystycznej windy, czujemy się jakbyśmy wsiedli w wehikuł czasu, który przeniósł nas do jakiegoś równoległego świata przyszłości z wizji dziewiętnastowiecznej fantastyki. Wszystko jest zaprojektowane i wykonana z dbałością o najmniejszych szczegół. Krzesła przypominają trochę fotele dentystyczne z XIX wieku, a pod szklanymi blatami stołów można dostrzec różne, złożone głównie z kół zębatych, mechanizmy. Gdyby było mało - mechanizmy co jakiś czas się uruchamiają i wykonują kilka nieoczekiwanych obrotów. Całości dopełnia rozciągający się na całą Pszczynę niesamowity widok. W końcu jesteśmy prawie 40 metrów nad ziemią.

O jedzeniu nie napiszę dużo, bo i niewiele zjedliśmy w Wieży. Zdecydowaliśmy się na kawę i deser. Fondant czekoladowy, puree z jabłka, lody waniliowe. Ciasto, zrobione z gorzkiej czekolady, po prostu rozpływało się w ustach. Nic dodać, nic ująć. Po prostu warto wrócić aby spróbować czegoś jeszcze, mimo że ceny do najniższych nie należą.

Wieża Wodna w Pszczynie, fondant czekoladowy 25.11.2013


Wieża Wodna w Pszczynie 25.11.2013


Wieża Wodna w Pszczynie 25.11.2013


Wieża Wodna w Pszczynie 25.11.2013

Wieża Wodna w Pszczynie 25.11.2013

Wieża Wodna w Pszczynie 25.11.2013

Informacje praktyczne: Wieża Wodna znajduje się w Pszczynie przy ul. Jana Kilińskiego 2, można tu dojść z dworca kolejowego w 10 min. (przez ul. Tadeusza Kościuszki i ul. Wojciecha Kofantego) lub Rynku (przez ul. Bolesława Chrobrego i ul. Wojciecha Korfantego) lub w 20 min. z dworca autobusowego (przez ul. Męczynników Oświęcimskich, ul. Dworcową, ul. Mikołaja Kilińskiego). Otwarte codziennie od 12 do 23.

wtorek, 1 października 2013

Kukutu w Jeleniej Górze

Obecna ulica Nowowiejska w Jeleniej Górze biegnie w spokojnej okolicy, wśród cichych jednorodzinnych domków, przez co wydaje się nieco senna. Prowadzi od centrum do Wzgórza Zamkowego. Powstała w XIX wieku i wówczas prowadziła do wybudowanego w latach 1855-1860 na zboczu wzgórza pięknego parku z pawilonem widokowym na skałce, z grotami wśród innych skałek, gajami rododendronów i stawem. Właścicielem pałacyku zwanego Paulinum (od św. Pawła) był kupiec Richard Kramsta. Wtedy też ulica (1929) otrzymała nazwę Kramstaweg ("gościniec Kramstów"). W kolejnych latach, z uwagi na polityczne przemiany i zawirowania, folwark i zameczek przejęła NSDAP dla Hitlerjugend. Po wojnie obszar ten otrzymał nazwę Nowa Wieś i stąd też polska nazwa – ulica Nowowiejska.

Podczas spaceru tą niewielką uliczką w pewnym momencie dostrzegamy "przysiadłego" na budynku sympatycznego czarnego puszystego stworka, który zdaje się mówić A kuku! Tu jestem! Kuku! Tu Cafe! Kukutu Cafe ma niecałe dwa latka, jest więc stosunkowo nowym elementem w jeleniogórskim krajobrazie gastronomicznym, a jednak z pewnością wartym odwiedzenia.

Lokal zlokalizowano na parterze domu mieszkalnego z początku XX wieku w miejscu dawnego sklepu spożywczego. Poza podstawowym wachlarzem kaw i słodkich dodatków, są też sałatki. Gdy odwiedziliśmy Kukutu w jesienny poranek, do wyboru były cztery. Tylko cztery albo aż cztery! Sałatki są niezwykłe, przyrządzane ze świeżych i naturalnych składników, a ich rozmiar pozwala spokojnie zaspokoić poranny apetyt.

Pierwszą sałatkę, którą zamówiliśmy, tworzyły granaty ułożone na rukoli wymieszanej z żurawiną, wędzonym białym serem, pysznym sosem i małymi szklistymi czerwonymi jagodami, których nie udało mi się zidentyfikować. Drugą - kawałki grillowanego kurczaka ułożone na liściach sałaty rzymskiej i melona, posypane orzechami i płatkami migdałów. Obydwie - przepyszne. Nawet dla kogoś, kto za warzywami na co dzień za bardzo nie przepada.

Jak zapewnia właścicielka - w menu pojawiają się i inne smakołyki, ale widocznie nie o tak wcześniej porze w sobotę. Niemniej i dla samych sałatek warto tutaj przybyć

Jelenia Góra, ul. Nowowiejska w okolicy ul. Aleksandra Fredry, widok w stronę centrum 28.09.13

Jelenia Góra, Kukutu Cafe 28.09.13

Jelenia Góra, Kukutu Cafe 28.09.13


Informacje praktyczne: Kukutu Cafe znajduje się w Jeleniej Górze przy ul. Nowowiejskiej 27, można tu dojść w 15 minut z dworca kolejowego (ul. 1 Maja i Al. Wojska Polskiego) lub Rynku (ul. Marii Konopnickiej, ul. 1 Maja, ul. Sebastian Klonowica) lub 20 minut z dworca autobusowego (przez Rynek). Otwarte od poniedziałku do piątku od 10 do 19, w soboty od 11, w niedziele - nieczynne.

wtorek, 24 września 2013

Lokomotywa w Puszczykowie

116 lat temu w Puszczykowie zaczęły zatrzymywać się pociągi weekendowe, a już w 1901 roku Unterberg (dzisiaj Puszczykowo) znalazł się w codziennych rozkładach kolei niemieckich. Był to okres, kiedy w wielkich ówczesnych miastach - zatem i w Poznaniu - nastała moda na podmiejskie wycieczki. Dzięki temu w Puszczykowie powstało wiele restauracji, pensjonatów i podmiejskich rezydencji, które całkiem licznie przetrwały do dnia dzisiejszego.

W dwudziestoleciu międzywojennym ruch był tak duży, że pociągi z Poznania przejeżdżały nieraz nawet co 10 minut, a linia otrzymała drugi tor, by ruch lokalny nie kolidował z pociągami dalekobieżnymi. Dzisiaj ruch na stacji jest dużo skromniejszy. W Puszczykowie zatrzymuje się 13 par pociągów REGIO kursujących między Poznaniem a Lesznem (chociaż pojedyncze relacje docierają do Krzyża) oraz 2 pociągi dalekobieżne do Jeleniej Góry ("wracają" jako pociągi interREGIO i nie mają postoju handlowego w Puszczykowie).

Mimo że pociągi zatrzymują się tu nadal, dworzec nie pełni już swoich funkcji. Na szczęście znaleźli się ludzie, którzy mieli na pusty budynek po dworcu znaleźli pomysł. Julita i Łukasz Taisner wyremontowali dworzec i uruchomili w nim jedyną w swoim rodzaju restaurację. Trzy odrębne pomieszczenia są pełne kolejowych akcesoriów i starych fotografii, które przypominają dawny urok kolei. Żałować można tylko, że zaledwie cztery pokazują dawne Puszczykowo.

Do restauracji wchodzi się od strony parkingu, a samo wejście wygląda niepozornie. Jednak już za pierwszymi drzwiami wita nas niezwykły świat kolei. Główna sala to dawna poczekalnia, gdzie siedząc przy stolikach można podziwiać przejeżdżające (niestety nie za często) za oknem pociągi. Przechowalnia bagażu i kasy zostały przekształcone na pub w angielskim stylu, a pokój zawiadowcy - na dodatkową salę idealną na spotkanie przy kawie.

W karcie dań sporo, ceny znośne. My spróbowaliśmy tylko pizzy, za to w dwóch odmianach - serowej (z czterema gatunkami, które jednak nie były tak wyraziste, jak można by tego oczekiwać) oraz rzeźnickiej (z boczkiem, szynką, salami i kabanosem). Ta druga okazała się zdecydowanie lepszym wyborem, a dodatków było naprawdę dużo. Cienkie i chrupiące ciasto oraz podane wcześniej "czekadełko" w postaci sałatki z orzechami i serem camembert sprawiło, że wizytę należy uznać za udaną.

Zaskakujący okazał się również sposób płatności. Można oczywiście zwyczajnie, gotówką, ale można również... przelewem. Po zadeklarowaniu takiej chęci otrzymuje się kartonik z wypisanym numerem konta oraz rachunek. Płatności można dokonać w domu, a zaufanie jakim w ten sposób obdarzają klienta właściciele lokalu, jeszcze bardziej zachęca do kolejnej wizyty.


dworzec kolejowy Puszczykowo, widok od strony peronów, 17.09.2013

przejazd na linii kolejowej nr 271 Wrocław Główny - Poznań Główny na stacji Puszczykowo, 17.09.2013

pozostałości wojenne - dawny schron wartownika przy peronie 2 stacji Puszczykowo, 17.09.2013

Restauracja Lokomotywa na dworcu kolejowym Puszczykowo, na stołach znajdują się modele pociągów, 17.09.2013

wszystkie sale pełne są kolejowych pamiątek - pod barem Restauracji Lomokotywa na dworcu kolejowym w Puszczykowie, 17.09.2013

kolejowa instalacja w holu Restauracji Lokomotywa na dworcu kolejowym w Puszczykowie, 17.03.2013


Informacje praktyczne: restauracja Lokomotywa znajduje się na dworcu kolejowym Puszczykowo, otwarta codziennie od 12 do 22, najłatwiej dotrzeć pociągiem z Poznania (17-18 minut jazdy, 13-15 połączeń w dobie, ostatnie o 22:08 do Poznania i 23.14 do Leszna).